Szmonces
Na początku lat dwudziestych[^1] oficjalnym środkiem płatniczym w Polsce była bezwartościowa marka. Kwitł zatem nielegalny handel dewizami, które częstokroć wywożono za granicę. Żeby zmylić celników, przemytnicy zwykli je ukrywać w najintymniejszych okolicach ciała. Władze odgórne zarządziły więc, aby w stosunku do notorycznych waluciarzy posługiwać się… lewatywą. Zabieg ten zastosowano w przypadku spekulanta Zajnela. Trwało to jednak tak długo, że urzędnik sporządzający protokół zawołał zniecierpliwiony: — No i co tam? — Nie da rady, panie komisarzu! – odpowiada celnik. Chwilowo idzie nasza waluta...
— Horacy Safrin, Przy szabasowych świecach wieczór drugi
[^1]: XX wieku, przypis mój ;–)
|=| bez hashtagów :-D
— Marcin “czach” Trzaska reply-to: @czach@mastodon.argilus.online